Z cyklu moja historia: moc czerpana z przyjaźni

Czyli o tym, jak urzędniczka, studentka, współpracowniczka w MŚP i korpoludek założyły firmę by… się uczyć…

Jaka jest moja historia? Dziewczyny poznałam na studiach. Każda z nas to typ społeczniczki – wszędzie było nas pełno: w stowarzyszeniach studenckich, w samorządach uczelnianych, w organizacjach pozarządowych, w wolontariacie. Wszystkie czułyśmy ogromną potrzebę działania i pomagania. Studia były niesamowitym okresem dla każdej z nas, czasem samorozwoju i samorealizacji. Myślałyśmy tak – skoro tyle udało nam się osiągnąć na studiach, to co to dopiero będzie potem! 😉

Moja historia, czyli zderzenie marzeń z rzeczywistością

A potem studia się skończyły i zaczęła się praca, a w zasadzie jej poszukiwanie… Było to tzw. „zderzenie marzeń z rzeczywistością”. Dodam, że jesteśmy pokoleniem wyżu demograficznego i że akurat kryzys gospodarczy wybrał sobie idealny moment na „przyjście” – właśnie wtedy, gdy trafiłyśmy na rynek pracy… Zatem mimo wspaniałych dokonań z czasu studiów i z okresu działalności społecznej, szeregu odbytych praktyk, znajomości 3 języków obcych oraz teczek wypchanych certyfikatami z różnych szkoleń, okazało się, że znalezienie pierwszej poważnej pracy wcale nie jest takie łatwe.

Szukajcie, a znajdziecie

Tak i my w końcu znalazłyśmy swoje „upragnione” zatrudnienie. Każda trafiła gdzie indziej: jedna została urzędniczką, jedna trafiła do małej kilkuosobowej firmy, jedna do korporacji, a czwarta z nas miała jeszcze to szczęście, że dopiero kończyła studia 🙂 Marzenia powróciły – miałyśmy już pracę, miałyśmy gdzie się realizować!

Spotkałyśmy się po 4 m-cach, ale zamiast z entuzjazmem rozmawiać o naszych nowych rolach, celach i zadaniach, byłyśmy jakieś takie przygaszone. Niby dobrze nam szło w pracy, niby przełożeni byli zadowoleni, niby koledzy z pracy sympatyczni, ale czegoś nam brakowało… Ciągle wracałyśmy do historii ze studiów – a pamiętasz ten międzynarodowy zjazd studentów, a pamiętasz jak pomogliśmy tym studentom z Ukrainy, a pamiętasz jak zorganizowałyśmy event ogólnopolski z śp. prof. Bronisławem Geremkiem, a pamiętasz…

W końcu korpoludek powiedział: „Dziewczyny, ja mam wrażenie, że zamiast się rozwijać, to się zwijam! Zobaczcie ile robiłyśmy na studiach, jakie odpowiedzialne zadania realizowałyśmy, jak pomagałyśmy całym grupom ludzi, a teraz?”. Wszystkie otrząsnęłyśmy się z letargu. Tak, to było to coś. Coś, czego może nie umiałyśmy wtedy nazwać, ale wszystkie to odczuwałyśmy.

To było to coś, co nie daje Ci spać i cieszyć się z ciepłej posadki

To była nieodparta potrzeba tworzenia i samorealizacji w pomaganiu innym. Wtedy to postanowiłyśmy, że założymy firmę, że będziemy przedsiębiorcami, bo w końcu:

Jaki cel sobie postawiłyśmy? By zarobić miliony? Nie. Zdecydowałyśmy się założyć firmę, by … nauczyć się biznesu… Choć wiem, jak dziwne może się to wydawać, to dokładnie tak to wtedy zdefiniowałyśmy. Chciałyśmy same nauczyć się biznesu, by potem pomagać innym przedsiębiorczym ludziom brać stery w swoje ręce. Oczywiście stwierdziłyśmy, że jeśli przy okazji coś zarobimy, to będzie to miły dodatek 🙂 Podekscytowane nowym, inspirującym celem, zabrałyśmy się do działania!

Człowiek ma w życiu dwa wyjścia: kształtować rzeczywistość lub poddać się jej – Josif Brodski

Ale jaką firmę by tu założyć?

Najbliżej to nam pewnie było do biznesu związanego z handlem międzynarodowym z uwagi na znajomość prawa międzynarodowego i 6 języków obcych… Ale nie, jak zwykle postanowiłyśmy zrobić coś na przekór. Zdecydowałyśmy, że jako kobiety będziemy uczyć o finansach i inwestowaniu. Dlaczego? Bo to domena mężczyzn, bo pieniądze to temat tabu, bo to ciekawe, bo takie odjechane, bo to przecież dotyczy każdego… Ok, to główny obszar działalności jest, zatem jaką formę działalności wybrać?

Jak się pewnie domyślacie nie założyłyśmy po prostu jednoosobowej działalności gospodarczej, bo to przecież nie byłoby w naszym stylu, nie byłoby „pod prąd”;-) Założyłyśmy spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Dlaczego sp. z o.o.? Czy wiedziałyśmy, jak się zakłada i prowadzi firmę w takiej formie? Nie – i oto nam właśnie chodziło! Jak stwierdziłyśmy, będzie to świetna okazja, by się tego nauczyć! Zrobiłyśmy to też dlatego, że wszyscy nam powtarzali: „mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”. Rodzice, prawnik, księgowa, znajomi – wszyscy ostrzegali nas przed pakowaniem się w spółkę. Uznałyśmy więc to za wystarczający powód, by to przetestować 🙂 Tak właśnie powstała firma BiznesTUBE.

Co się wydarzyło potem?

Okazało się, że prowadzenie biznesu w dzisiejszym świecie galopującej technologii i zmieniających się warunków wymaga wielu różnych umiejętności. Zaczęłyśmy więc naszą naukę i ciągłe wychodzenie ze strefy komfortu. I tak:

  • korpoludek rzucił swoją dobrze płatną pracę i postanowił nauczyć się sprzedaży, pracując jako handlowiec – zaczynając od zera po 3 m-cach dostała awans za wyniki w sprzedaży. Dlaczego sprzedaż? Bo nie ma biznesu bez sprzedaży!
  • filolog nauczył się księgowości, bo firma musi mieć solidne fundamenty finansowe
  • współpracowniczka w MŚP rzuciła pracę, by wykreować genialną, prawie całodobową obsługę Klienta i stworzyć fantastyczny system organizacji szkoleń, zawsze domykając wszystko na ostatni guzik
  • studentka będąca na bakier z informatyką została webmasterem i tworzy świetne strony internetowe
  • urzędniczka stała się konferansjerem i PR-owcem

Mogłabym jeszcze tak długo wymieniać, gdyż większość umiejętności biznesowych rozwijałyśmy od zera, ucząc się zarówno od specjalistów, jak i przede wszystkim na własnych błędach.

Dziś jesteśmy współwłaścicielkami 3 firm i uczymy o tym, co same robimy, czyli o finansach i o tym jak budować biznes, który przetrwa na rynku.

Czy miałyśmy jakieś kryzysy?

Całe mnóstwo! Wyobraźcie sobie, jakby zareagowali Wasi Bliscy, gdybyście oświadczyły im, że rzucacie pracę, by nauczyć się biznesu. Oczywiście powiedzieliby coś w stylu: „Świetnie Kochanie, na pewno dasz sobie radę” … Powiedzmy sobie szczerze – w najlepszym razie, zapytaliby delikatnie: „Czy dobrze to sobie przemyślałaś, masz przecież dobrze płatną pracę”. Oczywiście nie zrobiliby tego na złość Wam, tylko z troski o Was, ale i tak – umówmy się – tego typu rozmowy skrzydeł nie dodają. Myślę, że działając w pojedynkę, mogłybyśmy nie wytrwać. Na szczęście szybko zrozumiałyśmy zasadę, że biznes to gra zespołowa 🙂

Nie zapomnę też pamiętnej lekcję przedsiębiorczości. Postanowiłyśmy nieść kaganek oświaty do szkół średnich. Przeszłyśmy więc do działania, umówiłyśmy się z nauczycielką na poprowadzenie jej lekcji przedsiębiorczości. Nie mówiłyśmy jednak o tym, czym się różni oligopol od monopolu, ale o praktycznych aspektach prowadzenia biznesu. Efekt był taki, że uczniowie patrzyli na nas, jak na kosmitki, a my się załamałyśmy. Traf chciał, że prowadziłyśmy zajęcia we 3 a nie w 4. Gdy załamane opowiadałyśmy naszej 4 wspólniczce o naszym pedagogicznym niepowodzeniu, ta momentalnie podniosła nas na duchu, dodając nam wiary w siebie i przypominając, że przecież nie od razu Kraków zbudowano 🙂  Dziś prowadzimy zajęcia na Uniwersytecie dla Dzieci 🙂 Wniosek: w grupie nie można się załamać – zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie resztę z tzw. doła 😉

Podsumowując…

Czy zrobiłybyśmy coś inaczej, gdybyśmy mogły cofnąć się w czasie? Myślę, że nie. Może po prostu starałybyśmy się popełnić wszystkie nasze błędy szybciej. W końcu dzięki tym potknięciom, dziś jesteśmy mądrzejsze i lepiej możemy pomóc tym, którzy stawiają swoje pierwsze kroki, czy to w biznesie, czy w inwestowaniu.

Dlaczego nam się udało? Co nam pomogło?

Myślę, że bardzo pomaga nam nasz duch zespołu. Wyznajemy zasadę: jedna za wszystkie, wszystkie za jedną! Uważam, że w prowadzeniu biznesu niesamowicie ważna jest moc relacji, siła przyjaźni i wzajemnego zaufania. Do przepisu na sukces na pewno dodałabym jeszcze determinację i nie poddawanie się, umiejętność wychodzenia ze swojej strefy komfortu i doskonalenia się (nawet, gdy jest to szalenie trudne, a nawet gdy „boli”) oraz gotowość do pracy mimo opóźnionej gratyfikacji (choć czasem tak bardzo chciałoby się już!). I jeszcze na koniec dodałabym szczyptę odwagi – odwagi, by się realizować i wcielać swoje pomysły w życie:

Cokolwiek potrafisz zrobić lub marzysz, że potrafisz zrobić – rozpocznij to. Śmiałość ma w sobie geniusz, moc i magię – J. W. Goethe

Taka jest moja historia – a jak wygląda Twoja?

Obserwuj

Patrycja Curyło

Architekt biznesów, CEO at Biznestube Sp. z o.o.
Pomagam przedsiębiorcom, znajdując rozwiązania i optymalizując działania - projektuję biznesowe metamorfozy. Uwielbiam inspirować i odkrywać talenty. W dwóch słowach: doradzam przedsiębiorczość 🙂 Z zamiłowania do odkrywania nowych miejsc i kultur podróżuję po świecie, a z pasji do muzyki dodatkowo skończyłam szkołę muzyczną. Możesz znaleźć mnie na: , Facebook, Twitter i LinkedIn.
Obserwuj

6 komentarzy

  1. Dziewczyny tak 3mać, nie myślałem ze taka Wasza historia ciekawa i pouczająca 🙂

    Odpowiedz
  2. Słuchajcie, Wasza historia jest inspirująca do działania 🙂
    Myślę, że na pewno czytelnicy chcieliby poznać Wasze zarówno sukcesy, jak i porażki z budowania biznesu.

    A ja moją historię właśnie zaczynam 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. najważniejsi są ludzie – dzięki dziewczyny za Waszą MOC!

    Odpowiedz
  4. Inspirująca historia 🙂

    Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To Ci się przyda! Weź ze sobą:

Wzór faktury i Kalendarz Przedsiębiorcy

Dziękuję za zapisanie się do newslettera - sprawdź proszę pocztę, znajdziesz tam maila z prośbą o potwierdzenie adresu.

Pin It on Pinterest

Share This