Moja historia: wytrwałość kluczem do sukcesu

Dziś w ramach cyklu: „moja historia” o sile determinacji i wytrwałości oraz o tym, dlaczego warto wychodzić ze swojej strefy komfortu rozmawiam z Magdaleną Budek.

Magda, jesteś niesamowitą osobą, potrafisz w bardzo krótkim czasie osiągnąć mistrzostwo w każdej dziedzinie, w jakiej tylko zechcesz. Powiedz mi, jak Ty to robisz?

Nie zastanawiam się zbyt często nad tym jak to się stało, że jest tak jak jest, nie mam na to czasu, jestem człowiekiem czynu. Jednak często takie pytanie w końcu w rozmowach pada i wtedy wciskam „stop” i przewijam szybko do… początku, albo do jakiegoś znaczącego momentu. Wtedy w mojej głowie pojawia się pustka! Kurde, bo co takiego tak naprawdę się wydarzyło? Przecież jak tak patrzę, na tą dziewczynę to … nie jestem przecież jakimś robotem, kosmitą z nadprzyrodzonymi właściwościami, ale zwykłą kobietą z prostymi zasadami…:

  • Ulubione powiedzonko Pani prof. Śpiewak: Chcącemu nie dzieje się krzywda
  • Just do it! [tłum.: po prostu zrób to!] Oczywiście Nike
  • Nie można się bać! (To chyba z Mistrza i Małgorzaty)
  • Nie pytaj o pozwolenie, ale proś (jeśli Ci zależy) o przebaczenie. To na pewno z jakiejś motywacyjnej książki, być może Tim Ferris (mój kochany!)
  • Non rien de rien [tłum.: niczego nie żałuję] z piosenki Edit Piaf
  • Never never give up! [tłum.: nigdy nigdy nigdy się nie poddawaj] Winstona Churchilla
  • No i ogólnie nie zastanawiam się długo nad czymś, nie rozwodzę się, nie analizuję, nie dopuszczam do głowy myśli typu „a co by było gdyby (a co będzie, jeśli) „… „Gdyby” – nie istnieje w moim słowniku
  • No i zdradzieckie: Ty nie dasz rady? zawsze się na tym łapię…
  • Aha…i Impossible is nothing [tłum.: nie ma rzeczy niemożliwych]

A teraz od teorii do praktyki. OK, zacznę jeszcze raz.

Cześć! Mam na imię Magdalena Budek, niedoszła mistrzyni świata w pływaniu i tłumacz. He he „niedoszła”, a mam mówić o determinacji i wytrwałości?? Zaraz będzie.

Pamiętam, jak rodzice wzięli nas, mnie i brata, nad jezioro „Białe” i tam uczyliśmy się pływać – tzn. mama nas uczyła. Woda wpadała do oczu, do uszu, do gardła. Nie mogłam się przemóc, żeby puścić się mamy, czy odbić od dna. A już położyć się na wodzie… brrr! Bałam się, że utonę (chyba znają to wszyscy, którzy zaczynają przygodę z wielką wodą). Nad jeziorem nie wyszło. No i OK. Przecież nie muszę pluskać się na tafli wody. Z nogami opartymi o dno też można się fajnie bawić. Na moje „szczęście” okazało się jednak, że mam krzywy kręgosłup i będę musiała pływać. No i tak oto, skolioza (chyba tak to się nazywa) sprawiła, że 1,5 roku później, zajęłam pierwsze miejsce w Wojewódzkich Mistrzostwach Pływackich na 100 m stylem klasycznym w Krakowie. Medal, puchar… a ja po prostu pływałam tak, jak było w planie: dwa razy w tygodniu po 2 godziny. Skupienie i realizacja. Pływam to pływam. Nie pływam, to robię coś innego.

Fantastyczna historia. Przemogłaś się i zaczęłaś trenować – cel był ważniejszy i pozwolił przezwyciężyć strach. Zdobyłaś mistrzostwa dzięki koncentracji i sile charakteru. A jak to było z tymi tłumaczeniami i nauką francuskiego? Jaka historia się za tym kryje?

Gdy zaczęłam uczyć się francuskiego w drugiej klasie gimnazjum, olałam go totalnie, przecież uwielbiałam angielski! Ta wymowa straszliwa, nic nie mogę zapamiętać, nauczycielka bez pasji… I tak jakoś przeleciały dwa lata, z których umiałam tylko 2 zdania: Je m’appelle Madeleine [tłum.: mam na imię Magdalena] i filozoficzne keske tu fe dą la wi? – oczywiście nie umiałam tego zapisać [tłum.: co robisz w życiu?]. Liceum wybrałam, żeby uczyć się przede wszystkim angielskiego, no ale trzeba było wybrać jeszcze drugi język, więc wzięłam francuski (przecież będziemy w UE!). No i zaczęło się… moje „kesketufedąlawi” [tłum.: co robisz w życiu?] już nie wystarczało.

Pierwsza klasa to była masakra: z naszej 17 osobowej grupy na francuskim zostało tylko 10 (część osób albo wyleciała albo sama odeszła), a mój los również wisiał na włosku. Nie chciało mi się uczyć – jak w piosence je ne veux pas travailler! [tłum.: nie chcę mi się pracować] – no i się nie uczyłam. Pała za pałą, totalne dno, rodzice wzywani do szkoły, znowu pały, znowu rodzice i tak w kółko. Pod koniec roku szkolnego, poprawkowy egzamin, żeby zdać do następnej klasy, pewniakiem mnie czekał. I wtedy chyba do mnie dotarło! Nieee…nie mam czasu na powtarzanie klasy! Przecież tyle chcę w życiu robić, a nie siedzieć w „budzie” nie wiadomo ile. Więc się wzięłam do nauki… i tak się rozpędziłam w tej nauce, że wylądowałam 2 lata później na filologii romańskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim… Od zagrożenia wyrzuceniem ze szkoły z powodu złych wyników w nauce do tytułu magistra filologii romańskiej UJ.

Czy wyciągnęłam wnioski na studia z lat liceum? Oczywiście, że nie. Na studiach było jeszcze gorzej 🙂 raz powtarzałam z francuskiego, raz z hiszpańskiego. Ale… never, never give up! [tłum.: nigdy nigdy nigdy się nie poddawaj!] i tytuł magistra również wpadł mi w ręce 🙂 He, he ale tłumaczem nie zostałam, bo znalazłam coś bardziej kręcącego. Nie tkwię w czymś, jeśli mi nie odpowiada. Nie czytam książki, byleby przeczytać. Jak mnie nudzi, nie kontynuuję. Nudny film? Wyłączam. I tak samo w życiu. Akcja – reakcja.

Nie przestajesz mnie zadziwiać! 🙂 No właśnie tłumaczem nie zostałaś, w czym zatem odnalazłaś pasję? Wiem, że tworzysz strony internetowe i zajmujesz się marketingiem i wizerunkiem w sieci. Czyżby to było to?

Nigdy nie interesowałam się informatyką, przecież jestem filologiem! Zasilam szeregi humanistów. Komputer, włącz, zrób co, masz zrobić i wyłącz. Nie musiałam wiedzieć jak. Wystarczało. Jednak, w naszej nowo powstałej firmie okazało się, że nie ma kasy, żeby komuś zlecić wykonanie strony, a student, który zrobił nam pierwszą stronę, nie będzie już nam pomagać. No to, co robimy? Wtedy nasz cudowny Prezes, a moja wspaniała Przyjaciółka 😉 Wtedy poddałaś mi pomysł – nauczmy się języka html i same zróbmy stronę. I to był strzał w dziesiątkę! Dziś sama prowadzę zajęcia z projektowania stron internetowych, na co dzień obsługuje ich cztery. Dzięki Patrycja! 🙂 Nie zastanawiałam się czy sobie poradzę, czy to dla mnie, czy to trudne, czy… czy… tylko działałam, a potem patrzyłam na konsekwencje! Niczego nie żałuję. Nie poznasz smaku ciastka, póki go nie spróbujesz. I tak dalej, i tak dalej.

Każdą umiejętność doprowadzasz do mistrzostwa. Jesteś mistrzem wytrwałości i wychodzeniem ze swoje strefy komfortu. Przychodzi mi na myśl jedna z niezbędnych umiejętności każdego przedsiębiorcy. Umiejętność często szczególnie nie lubiana przez osoby stawiające swoje pierwsze kroki w biznesie – sprzedaż. Jak to u Ciebie wyglądało?

Sprzedaż – fuj! Brzmi jeszcze ohydniej niż „humanista” albo „filolog”. Ja sprzedawcą? O nie, tego już za wiele. W podstawówce pamiętam, jak prosiłam moją przyjaciółkę Justynę, żeby poszła do sklepu i kupiła mi to czy tamto… bo ja się wstydziłam. O tak… byłam bardzo nieśmiała. Ale chciałam to zwalczyć. Kiedyś z Bravo czy Popcornu wycięłam i nosiłam zawsze przy sobie 10 wskazówek: „Jak nie być nieśmiałym”. I tak sobie czytałam, co jakiś czas i starałam się wdrażać w życie. Kiedy w naszej firmie, okazało się, że trzeba nauczyć się sprzedawać – just do it! [tłum.: po prostu zrób to!] Nie było wyjścia, trzeba się nauczyć. A że chcącemu nie dzieje się krzywda. Więc chciałam i krzywda mi się nie działa, choć nie raz trzeba było się przemóc i wyjść ze swojej bezpiecznej strefy komfortu, podnieść telefon, żeby zadzwonić, tłumić myśl „a co ja powiem, jak on powie, że ja powiem, jak on powie to i to?”. Czasem kilka godzin zabierało mi wykręcenie numeru telefonu. I ten dźwięk oczekiwania na zgłoszenie i myśl „a może nie odbierze??”. Nie! Przecież nie nauczę się sprzedawać, jak nikt nie będzie odbierał! Po roku pracy w tzw. call center, miałam najlepsze wyniki z całej Europy 🙂 Przodownik pracy, ponad 200% normy.

Magda – wytrwałość to Twoje drugie imię. Myślę, że swoimi historiami dodałaś Czytelnikom mnóstwa inspiracji i siły do działania. Chciałabyś jeszcze dodać jakąś radę na koniec?

Jeśli się boisz, wyłącz myślenie. Porozmawiaj z Przyjacielem. Zrób mały krok. Potem kolejne. Nie wolno się bać.

Ślicznie Ci dziękuję!

Artykuł znaleziono w Google pod hasłem:

  • moja determinacja i wytrwałość
  • moja wytrwałość
Obserwuj

Patrycja Curyło

Architekt biznesów, CEO at Biznestube Sp. z o.o.
Pomagam przedsiębiorcom, znajdując rozwiązania i optymalizując działania - projektuję biznesowe metamorfozy. Uwielbiam inspirować i odkrywać talenty. W dwóch słowach: doradzam przedsiębiorczość 🙂 Z zamiłowania do odkrywania nowych miejsc i kultur podróżuję po świecie, a z pasji do muzyki dodatkowo skończyłam szkołę muzyczną. Możesz znaleźć mnie na: , Facebook, Twitter i LinkedIn.
Obserwuj

11 komentarzy

    • @arhena Zgadza się – jak powiedziała kiedyś Audrey Hepburn: „Nothing is impossible, the word itself says: I’m possible!

      Odpowiedz
  1. Jakby ktoś potrzebował dobrego słowa albo „kopniaka” wsparcia – zapraszam do kontaktu 😉

    Odpowiedz
  2. Dziękuję za porządną dawkę motywacji! Historia Magdy i jej osiągnięć dzięki odwadze i wytrwałości sprawia, że naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Prawdziwy z niej wojownik 🙂

    Odpowiedz
    • 🙂 Jak powiedział Paulo Coelho: „Jeśli czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat będzie dążył do tego, abyś to osiągnął”

      Odpowiedz
  3. oH – OBY WIĘCEJ TAKICH OSÓB Z POZYTYWNĄ ENERGIĄ I TAKIM ZAPAŁEM DO OSIĄGANIA WŁASNYCH CELÓW:) OH (AŻ JESZCZE RAZ WESTCHNĘ:) ALE TO JEST WŁAŚNIE TO – NAJWAŻNIEJSZE TO TWORZYĆ WŁASNĄ HISTORIĘ I ROBIĆ TO CO SIĘ KOCHA 🙂
    WOW !

    Odpowiedz
  4. Nie można się bać! – te słowa zostają mi po lekturze artykułu. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  5. Ostatnio znalezione: “To escape criticism: do nothing, say nothing, be nothing.” Elbert Hubbard

    Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To Ci się przyda! Weź ze sobą:

Wzór faktury i Kalendarz Przedsiębiorcy

Dziękuję za zapisanie się do newslettera - sprawdź proszę pocztę, znajdziesz tam maila z prośbą o potwierdzenie adresu.

Pin It on Pinterest

Share This